Artykuł ukazał sie w GAZECIE MIKOŁOWSKIEJ wyd sierpień 2011

 

By cieszyć ludzkie oko

Niezwykła pasja plastyczna Łucji Melanowskiej-Ryszki

Idąc ulicami miast, z reguły nie zwracamy uwagi na otaczającą nas przestrzeń. Szyldy reklamowe wiszące wszędzie, gdzie się da, przestały nas interesować. Jak już, to zwracamy uwagę na coś nietuzinkowego i zaskakującego. Z pewnością należą do tego tzw. murale.

Co to jest?

Co to jest mural?

– To praca plastyczna wykonana bezpośrednio na ścianie, suficie lub na innej trwałej strukturze. Murale, które wykonuję, mogą mieć charakter reklamowy, ozdobny lub ozdobno-reklamowy – tłumaczy zafascynowana tą techniką Łucja Melanowska-Ryszka.

Jednocześnie warto zaznaczyć, że nie należy murali mylić z graffiti, choć mają wiele wspólnego.

Murale w pokoju

– Każda praca, która ma być wykonana na ścianie czy suficie, wymaga wcześniejszego zaprojektowania, by mogła być w stu procentach odtworzona. Czas wykonania murala jest uzależniony od ilości szczegółów oraz wielkości ściany przeznaczonej do ozdobienia. Farby wykorzystywane do artystycznego malowania ścian są najwyższej jakości, bezpieczne, nieszkodliwe dla zdrowia, odpowiednio dobierane do miejsca, w którym znajduje się obraz. Na przykład mural wykonany na elewacji budynku jest wykonany farbami odpornymi na działanie niskich temperatur, wilgoci, promieni słonecznych. Chodzi o to, by wykonane dzieło mogło długo cieszyć oko ludzkie – wyjaśnia artystka.

Murale można wykonać we wnętrzach domowych: w pokojach dziecięcych, gościnnych, w sypialni; ale także w salach zabaw dla dzieci, sklepach, restauracjach, pubach, firmach i ścianach zewnętrznych lokali użyteczności publicznej.

Dzieła Łucji możemy podziwiać m. in. w Orzeszu, Suszcu, Janowie, Bochni, Chorzowie i wielu prywatnych mieszkaniach w Mikołowie:

– Zaczęło się od koleżanki, która w Orzeszu otwarła sklep i poprosiła mnie o zagospodarowanie jego frontowej ściany. Później ozdobiłam pewien budynek gospodarczy, kilka sal zabaw, pokoje dziecięce – wylicza.

Lubiłam bazgrać

Łucja Melanowska-Ryszka ma 33 lata, jest absolwentką cieszyńskiej filii Wydziału Artystycznego Uniwersytetu Śląskiego.

– Odkąd pamiętam, artystyczny zawód zawsze mnie interesował. Lubiłam mieszać kolory farb, malować, bazgrać. Wiele osób na widok moich prac mówiło: O jakie piękne! To dodawało mi wiary w to co robię – opowiada.

Łucja była dekoratorem w jednym z hipermarketów, ale gdy wróciła do pracy po urlopie wychowawczym, okazało się, że jej stanowisko zostało zlikwidowane.

– Siedząc w domu z dziećmi, wpadłam na pomysł, aby robić coś, w czym czuję się najlepiej. Malarstwo to moja pasja, więc nim się zajęłam – dodaje.

Ale nie tylko ozdabia artystycznie ściany, także maluje obrazy, zajmuje się rękodziełem, projektuje i maluje biżuterię drewnianą. Maluje też mebelki dziecięce w najbardziej wymyślne i wymarzone wzory. Pomaga w doborze kolorów, mebli, dodatków przy urządzaniu pokoi, pomieszczeń służbowych, biurowych.

W działaniach wspiera ją mąż Przemysław i dzieci: 5-letnia Lenka i 4-letni Miłosz, które przy artystycznym stole mamy stawiają już pierwsze kroki. Biorą pędzle do ręki i malują.

Kolorowy świat

– Wydaje mi się, że wokół jest szaro i buro. Zalewa nas chińszczyzna, więc powiedziałam – nie! Stop uniformizacji! Czas na coś wyjątkowego, czego Chińczycy nie zrobią. Czas na ręcznie malowaną biżuterię, małe dzieła sztuki na uszy, szyję lub rękę. Chyba natura kobieca się we mnie odezwała – śmieje się.

W biżuterii Łucji zachwycają kolory – ciepłe, barwne, radosne. Naszyjniki, kolczyki, bransolety i sygnety są wyjątkowe, oryginalne i z pewnością jednorazowe. Możemy mieć też pewność, że żaden wzór się nie powtórzy.

– Wykonuję też biżuterię dla dzieci. Dziewczynki lubią naśladować swoje mamy, zakładać ich wisiorki, łańcuszki, dlatego pomyślałam o stworzeniu kolekcji dla najmłodszych. Także jest wesoła i kolorowa – zapewnia.

Malowanie ciała

– Praca jest moim hobby. Daje mi szczęście i radość – wyznaje. – Uwielbiam wyzwania. Wtedy zamykam się w swoim świecie, działam i wyżywam się. Satysfakcję daje mi malowanie obrazów akrylowych i akwarel, maluję dyptyki i tryptyki. W przyszłości zajmę się może bodypaintingiem czyli sztuką malowania ciała.

Jak nam powiedziała, chciałaby dostać pustą ścianę jakiegoś budynku w naszym mieście i ją zagospodarować.

– Miałabym wtedy pole do popisu i do stworzenia własnej inspiracji. Mogę wtedy całe dnie machać pędzlem, a zapału do pracy by mi nie zabrakło – śmieje się.

IWONA SPYCHAŁA-DŁUGOSZ